Jan Twardowski
czwartek, 17 czerwca 2010
... to otwiera okno...
Jan Twardowski
czwartek, 30 lipca 2009
Do siego Roku!
środa, 1 lipca 2009
Jeleń na rykowisku
I tak, jak nie lubię wierszy, tak ten sprawia, że chce mi się iść.
Droga nie wybrana - Robert Frost
tłum. Stanisław Barańczak
Dwie drogi w żółtym lesie szly w dwie różne strony:
Och, wiedzialem: choc pierwszą na później odłożę,
wtorek, 9 grudnia 2008
Ain't No Sunshine...
Jutro będę piec pierniki.....
piątek, 11 kwietnia 2008
MAM GO. MANGO!
owoc pierwszy
Jeszcze nie nazbyt dojrzały, ale kuszący.
Obrałam go, pokroiłam w kosteczkę i zamarynowałam z sokiem z jednej cytryny (limonka byłaby lepsza) i połową skórki otartej z tejże. Dodałam dwie łyzki miodu pomarańczowego (zwykły tez pasuje) i zostawiłam spokojnie w lodówce na parę godzin.
I prawie już finiszowałam: wzięłam cztery szklanki, na bardziej wystrzałową okazję wezmę kieliszki od czerwonego wina. Połowę jogurtowo-owocowej masy rozdzieliłam na cztery części. Włożyłam je na dno szklanek. Posypałam to obficie karmelowymi okruszkami, znów położyłam jogurt, na wierzchu wylądowały okruszki. Jeszcze tylko odrobina miodu pomarańczowego i zupełnie nie pasujące do całości (ale moje ukochane) rureczki czekoladowe i.... znów na chwilę do lodówki.
sobota, 15 marca 2008
Jak ze sklepu!

CHLEB Z PIECZONYMI ZIEMNIAKAMI
Wstępna fermentacja:
2 ¼ kubka mąki chlebowej (lub jakiejkolwiek ulubionej),
¾ kubka wody,
1 łyżeczka soli,
1/8 łyżeczki suszonych drożdży lub ¼ świeżych
Rozpuść drożdże w wodzie, dodaj mąkę i sól, mieszaj tylko do czasu połączenia i uzyskania gładkiej konsystencji. Przykryj miskę folią spożywczą i odstaw na 12 do 16 godzin w ciepłe miejsce (temperatura ok. 22 stopnie).
Chleb:
4 kubki mąki chlebowej (lub jakiejkolwiek ulubionej),
1 kubek mąki z pełnego przemiału,
1 5/8 kubka wody,
1 łyżka soli,
1 ¼ łyżeczki suszonych drożdży lub ok. 2,5 świeżych
1 kubek (ciasno upakowany) pieczonych ziemniaków (wcześniej przeciśniętych przez praskę)
Cała wcześniej fermentująca mieszanka mąki, wody, soli i drożdży.
Do miski miksera albo do maszyny do chleba włoż wszystkie składniki ciasta OPRÓCZ wcześniej fermentującej mieszanki. Mieszać około 3 minut do połączenia się składników. W miarę jak ciasto stawać się będzie gładsze, dodawać małymi porcjami przefermentowaną mieszankę. Jeśli ciasto będzie się wydawać zbyt zwarte i suche, dodać odrobinę wody. Postępować tak, aż do uzyskania jedwabistego, niezbyt rzadkiego ciasta. Ciasto musi być odrobinę twardsze, niż normalna mieszanka chlebowa, bo ziemniaki, zawierają sporo wody i oddadzą ją ciastu podczas pieczenia. Dodanie zbyt dużej ilości płynu podczas mieszania, spowoduje utratę sprężystości upieczonego bochenka.
Przykryj miskę, odstaw do wyrastania na 1,5 godziny.
Gdy minie 1,5 godziny, podziel wyrośnięte ciasto na dwie części. Uformuj ładne okrągłe bochenki, odłóż na posypany mąka blat. Przykryj folią. Gdy ciasto odpocznie (po ok. 10-20 minutach), uformuj według uznania. Znów przykryj folia.
Rozgrzej piekarnik do maksymalnej temperatury. Natnij bochenki, spryskaj piekarnik. Włóż bochenki do piekarnika, znów spryskaj. Piecz w temperaturze ok. 230 stopni Obniż temperaturę w momencie, gdy chleb zacznie lekko zmieniać kolor. Piecz około 30-40 minut. Zawartość ziemniaków powoduje, że chleb rumieni się szybciej, niż zwykły chleb, dlatego jeśli zacznie się przypiekać, zmniejsz jeszcze bardziej temperaturę pieczenia (o ok. 10 stopni).
Hamelman radzi, żeby porcję surowego ciasta podzielić na dwie części. Mi się jednak najbardziej podoba w jednym kawałku, włożone i wyrośnięte pięknie w dużej kwadratowej blasze. Przypomina mi wtedy chleby, które jako młoda pannica jadałam na Kaszubach, kiedy jeździłam na truskawkobrania. Brak mi tylko do tego świeżo odciskanego masła.
Release to-be
MENU NA NOWY CZAS
I Śniadanie:
Haust ożywczego, rześkiego, prawie już wiosennego powietrza, popity koktajlem z marzeń, pragnień i miłości.
II Śniadanie
Uśmiechajace sie do mnie własne odbicie w szybie.
Obiad:
Ogromna porcja Dobrych Ludzkich Myśli z górą słatki z wiosennych promieni słońca. Deser - odwzajemniony uśmiech kolejnego przechodnia na ulicy.
Kolacja:
Ciepły płomień świec odbijający się w kieliszku po dobrym czerwonym winie.
ZA TYDZIEŃ PIERWSZY DZIEŃ NOWEGO ŻYCIA. Postanowiłam się nie bać :-)
czwartek, 20 września 2007
Ogniu, krocz za mną!

Z listu Grzegorza:
"Witaj, pytałaś o śliwowicę. Proszę, oto przepis:
Wszystkie likiery typu śliwowica robię podobnie: ważne są proporcje: 4 kg śliwek węgierek (im bardziej soczyste tym lepiej) Może też być mieszanka: 3,5 kg małych węgierek i 0,5 kg większych soczystych śliwek). 4 litry wódki, 4 litry spirytusu.
Alkohole mieszam aby uzyskać roztwór ok. 70% i zalewam nim śliwki (śliwek nie dryluję, niewielką część nacinam, resztę pozostawiam nietkniętą, aczkolwiek umytą) Tak przygotowany alkohol nie zasuszy śliwek i nie pozwoli im się zepsuć. Całość zostawiam w butli na okres nie mniej niż 6 miesięcy (im dłużej tym lepiej – np. do czasu zebrania wiśni na wiśniówkę :-) ). Po okresie nasiąkania alkoholem (przypominam - 6 lub więcej miesięcy!), zlewam alkohol do butelek. Pozostałe w butli śliwki zasypuję cukrem. Wystarczy 2,5 – 3 kg (dobrze jeśli 0,5 kg to cukier trzcinowy, reszta 2-2,5 kg - biały). Od czasu do czasu butlą należy potrząsać, tak by cukier szybciej się rozpuszczał.
Kiedy uzyskasz już dużo soku (ok. 2-3 miesiące), mieszasz sok i alkohol odpowiednio dobierając słodkość śliwowicy (słodsza śliwowica jest chętniej pita przez dziewczyny, mniej słodka przez chłopaków).
Śliwowicę rozlewasz do butelek i w zasadzie już jest dobra do spożycia (z wiśniówką jest inaczej – wiśniówka potrzebuje czasu na dojrzewanie. Jest pyszna po ok. 3 latach). Śliwek nie wyrzucaj, zostaw ich część lub całość zalanych w śliwowicy.
Są pyszne, niewinne, słodziutkie i …. Szybko upijają, ale jak upijają… ha! Coś na ten temat może powiedzieć moja Renata.
W tym roku wg powyższego przepisu zrobiłem żurawinówkę, ale jeszcze nie wiem, czy jest OK. Na pierwszy niuch i mlask smakuje dobrze ale…. Trzeba więcej popróbować.
Pozdrawiam serdecznie i życzę owocnej (śliwkowej) pracy".
Tyle Grzegorz. Oprócz listu był też załącznik. Niepozorna półlitrowa butelka z odręcznym napisem: "Śliwowica 2005". Zmierzyłam sie z nią dziś wieczór. Ogniu... krocz za mną... do łóżka... jutro dam znać, czy zeszłoroczne śliwki to dobry środek nasenny :-)
sobota, 15 września 2007
JEŚĆ!!!

środa, 15 sierpnia 2007
Smak zdobywania
No niby teorię człowiek świetnie zna. Ale.. to tylko teoria, niestety. Praktykę zdobywa się od... praktyków! Odkrywcza to ja nie jestem, neistety, ale... znów sie o tym przekonałam. A zaczęło się lata temu, gdy znienawidziłam grzyby. Będąc dziecięciem w kolebce natrafiłam na parę takich okazji i znienawidziłam i już. Ale... jakieś pół roku temu z powodu przeraźliwego marsza grania i głodowania przez cały dzień, chyciłam pierwszy talerz, jaki postawili przede mną nasi ówcześni kucharze. Pech (jak wtedy myślałam), ze to był makaron z grzybami. Nie było wyjścia. Zamknęłam mocno oczy, wzięłam głęboki oddech i ... DOZNAŁAM OLŚNIENIA! To była najlepsza rzecz, jaką dotychczas jadłam! Miało konsystencję aksamitu, a smak... połączenie subtelnej delikatności, lekkiej naturalnej słodyczy, zapachu grzybów i czegoś jeszcze... nieuchwytnego! Zjadłam, nawet talerz potem jeszcze chlebkiem oczyściłam i poleciałam do kuchni. Prosiłam, błagałam, groziłam. NIC! Zaparli się i tyle. Jak osły. Nie chcieli mi powiedzieć i już.Ale od czego przysłowie "jak diabeł nie może..." Kosztowało mnie to parę zarwanych wieczorów i kilka butelek tak zwanego destylowanego ziemniaka. Głowa bolała, w żołądku bywało ciężko, ale w końcu mi się udało. Okazało się, ze receptura jest tak prosta, jakie morze ziemniaka wylałam, żeby sekret posiąść :-).
W sobotę weszliśmy do lasu i nakosiliśmy, dosłownie - nakosiliśmy mnóstwo kurek. W niedzielę mój mąż rozmarzonym głosem wspominał kurki w śmietanie. A że składniki były... znów stworzyłam tę ambrozję.
Oj, jak warto ją zrobić! Oj, jak bardzo warto! I mówię to ja, która grzybów do ust nie bierze!
Kurki w śmietanie takie, że dech zapiera!
1/2 cebule,
1/2 litra śmietanki 30%
1/2 kostki rosołowej drobiowej lub takaż ilość owej przyprawy w proszku,
sól, pieprz,
masło, odrobina oliwy.
Śmietanę wylać na patelnię, zagotować i odparować. Mieszać od czasu do czasu. Odparować mniej więcej do połowy objętości albo do konsystencji rzadkiego budyniu.
Kurki dokładnie umyć z piachu, masło z oliwą rozgrzać na patelni. Cebule pokroić w drobną kostkę, zeszklić na średnim ogniu. Zwiększyć ogień, wrzucić grzyby. Małe kurki smazyć w całości, duże pokroić. Kurki najpierw puszczą dużo wody, odparować ją prawie do zera na ostrym ogniu. W trakcie odparowywania grzybów, dodać pół kostki rosołowej lub posypać przyprawą. Lekko popieprzyć, ewentualnie dosolić, tylko z solą uwaga, bo przyprawa lubi być słona! Gdy woda z grzybów odparuje, dodać gęstą już śmietanę i zamieszać.
I podawac na gorąco. Z pieczywem - jako przystawkę, lub z makaronem jako doskonały i mocno ekslkuzywny obiad.
To jest tak dobre, ze nie chce się zaprzestać rozpasanej konsumpcji. Do dziś nie moge uwierzyć, ze sekret był tak prosty - odparowana śmietana i odrobina chemii... Chemię w kuchni omijam szerokim łukiem, ale te grzyby... to wyjątek potwierdzający regułę.
Acha - można tak przyrządzić każdy rodzaj grzybów - są równie doskonałe, co kurki!